Ujawnione przez Onet maile Marcina Romanowskiego z grudnia 2019 roku zamykają pewien krąg wydarzeń, który do tej pory istniał w postaci intuicji, podejrzeń i logicznych przesłanek, a dziś nabiera pełnej, namacalnej postaci. Gdy spojrzeć na tamten okres z dystansu, widać wyraźnie, że atak Superwizjera TVN na Mariana Banasia – oparty na materiałach będących zapewne efektem operacji służb – nie był przypadkowym zbiegiem okoliczności ani dziennikarskim „śledztwem”, które akurat w tym momencie ujrzało światło dzienne. Pojawił się dokładnie wtedy, gdy Najwyższa Izba Kontroli przygotowywała się do wejścia do Funduszu Sprawiedliwości. Dziś, po publikacji maili Romanowskiego, ten układ zależności staje się oczywisty: w ministerstwie panowała świadomość, że kontrola NIK odkryje rzeczy, których nie da się obronić ani przemilczeć.
W tym samym czasie, gdy w mediach ruszała zmasowana operacja dyskredytacji Mariana Banasia, wiceminister sprawiedliwości pisał do swoich współpracowników, że „za chwilę może nastąpić atak Banasia na Fundusz Sprawiedliwości” i że trzeba „zrobić w mediach akcję promującą dotychczasowe działania Funduszu na masową skalę”. W jego słowach nie ma ani jednej sugestii przygotowania dokumentów, uporządkowania procedur czy odpowiedzi merytorycznej na zapowiadaną kontrolę. Jest za to instrukcja stworzenia emocjonalnego, „łzawego” spotu, zestawu bohaterów medialnych i argumentów propagandowych, które miały przykryć rzeczywistość. Zestawienie tych dwóch torów działań – ataku na Banasia z jednej strony i konstruowania medialnej zasłony dymnej z drugiej – pokazuje, że władza Zbigniewa Ziobry działała według klasycznego schematu: najpierw uderzyć w kontrolera, potem uruchomić propagandę, a na końcu podważyć każde ustalenie, zanim jeszcze zostanie sformułowane.
Nie powinno już być wątpliwości, że to, co z zewnątrz wyglądało jak spontaniczne wydarzenia, w rzeczywistości było precyzyjnym planem obrony przed odpowiedzialnością za nieprawidłowości finansowe i polityczne sterowanie Funduszem Sprawiedliwości. Maile Romanowskiego nie odsłaniają jedynie prywatnej korespondencji urzędników ministerstwa. One pokazują sposób myślenia całego środowiska: kontrola NIK nie była postrzegana jako element państwa prawa, lecz jako zagrożenie polityczne, które trzeba uprzedzić atakiem i propagandą. Wspólne zestawienie operacji medialnej wobec Mariana Banasia, paniki w resorcie oraz planów masowej kampanii wizerunkowej składa się na jedną całość. To dowód, że mechanizm obrony Funduszu Sprawiedliwości działał wielotorowo – przy użyciu służb, mediów i politycznej presji. I dopiero teraz, gdy wszystkie elementy układanki leżą na stole, widać, jak bardzo potrzebne było ujawnienie tej prawdy.
