Afera GetBack to jeden z najpoważniejszych testów, czy państwo polskie działa w interesie obywateli, czy w interesie układów. GetBack S.A. była dużą spółką windykacyjną – skupowała długi banków, firm pożyczkowych, telekomów i energetyki, a pieniądze na ten biznes brała głównie z emisji obligacji. Obligacje były rozprowadzane m.in. przez Idea Bank i inne instytucje jako „bezpieczny produkt z wysokim zyskiem”. W efekcie obywatele kupili obligacje o wartości ok. 3 mld zł, a poszkodowanych jest ponad 9 tys. osób.
Spółka szybko rosła, a w 2017 r. zadebiutowała na giełdzie. Kontrolę nad nią przejął fundusz private equity Abris Capital Partners, który stał się właścicielem 100 proc. akcji GetBack-u. Prezesem był wtedy Konrad Kąkolewski, który kierował firmą w okresie dynamicznej ekspansji, a potem trafił do aresztu, gdy zaczęto budować narrację, że GetBack jest niewypłacalny. Od czerwca 2018 r. do maja 2022 r. Kąkolewski spędził prawie cztery lata w areszcie. Dziś można sądzić, że był to klasyczny areszt wydobywczy, stosowany w czasach prokuratury Ziobry.
W tle afery pojawia się też nazwisko Piotra Osieckiego, prezesa Altus TFI, który sprzedał GetBack’owi spółkę EGB Investments. To on stał się jednym z „kozłów ofiarnych” – trafił do aresztu za rzekomo niekorzystną dla GetBack transakcję, a sąd zgodził się na rekordową kaucję ponad 100 mln. zł. Po siedmiu latach śledztwa prokuratura umorzyła wobec niego postępowanie.
W kwietniu 2018 r. GetBack ogłosił raport o negocjacjach z PFR i PKO BP w sprawie dokapitalizowania – oba podmioty natychmiast zdementowały te informacje. KNF zawiesiła obrót akcjami i obligacjami, a w maju 2018 r. spółka złożyła wniosek o przyspieszone postępowanie układowe (PPU). W 2019 r. sąd zatwierdził układ: niezabezpieczeni obligatariusze mieli dostać tylko 25 proc. kapitału, bez odsetek, w ratach rozłożonych na osiem lat.
Najwyższa Izba Kontroli pod kierownictwem Mariana Banasia wykazała, że w całej tej operacji zawiodły praktycznie wszystkie instytucje państwa: KNF nie sprawowała rzetelnego nadzoru, prokuratura przez lata nie ustaliła faktycznej wartości portfeli i nie zabezpieczyła majątku, a sąd układowy podejmował decyzje niekorzystne dla poszkodowanych, nie badając realnej sytuacji finansowej spółki.
W wyniku tych zaniechań – jak podkreślał Banaś – obywatele stracili przynajmniej 3,5 mld. zł., a ponad 9 tys. obligatariuszy zostało de facto pozostawionych samym sobie. Dawny GetBack dziś nazywa się Capitea S.A. i formalnie realizuje układ wierzycielski zatwierdzony kilka lat temu.
W najnowszej rozmowie Jana Pińskiego z Tomaszem Szwejgiertem rozmówcy przedstawili informacje, które oznaczać mogą, iż wreszcie nadszedł zwrot w sprawie. Piński ogłosił informację o mocy pioruna z jasnego nieba: sąd gospodarczy we Wrocławiu na wniosek Konrada Kąkolewskiego otworzył układ z Abrisem!
Chodzi o to, że dawny GetBack – obecnie działający jako Capitea S.A. – nie jest biernym „trupem po aferze”, tylko wciąż istniejącą spółką, która może dochodzić swoich roszczeń wobec tych, którzy przejęli jej majątek. Kąkolewski, jako były prezes, od kilku lat próbuje doprowadzić do otwarcia postępowania w przedmiocie zmiany układu. Konrad Kąkolewski złożył wniosek o otwarcie takiego postępowania, a sama spółka wnosiła o jego oddalenie.
Wcześniejsze wnioski Kąkolewskiego oraz syndyka masy upadłości Idea Banku zostały prawomocnie oddalone – Capitea chwaliła się tym w komunikacie z września 2024 r. Teraz jednak, jak relacjonuje Piński, sąd we Wrocławiu miał pójść w inną stronę i otworzyć układ na nowo, tym razem na wniosek byłego prezesa.
Jak wyjaśnia Jan Piński, istota sprawy polega na tym, iż GetBack ma teraz prawo powiedzieć do Abris’u: „Dobrze, pieniądze, wracajcie do mnie”. Logika jest prosta i opiera się na ustaleniach NIK. Abris przejął kontrolę nad GetBackiem. Następnie – według Banasia i kontrolerów NIK – doprowadził do sytuacji wstrzymania obsługi długu i wejścia w postępowanie układowe, które „przycinało” roszczenia obligatariuszy. W tle odbywał się drenaż aktywów – portfele wierzytelności miały być wyprowadzane do podmiotów powiązanych, a łączna kwota odzysków miała sięgnąć ponad 5 mld. zł., przy zadłużeniu wobec obligatariuszy ok. 3,5 mld. zł.
Skoro sąd otworzył postępowanie w przedmiocie zmiany układu, to Capitea – jako następca prawny GetBack’u – uzyskuje narzędzie, by wrócić do pytania: gdzie są pieniądze i aktywa, które powinny służyć spłacie poszkodowanych? Otwiera się też przestrzeń, by ustalenia NIK przestały być tylko raportem, a stały się punktem wyjścia do realnych roszczeń wobec funduszy i menedżerów, którzy przejęli majątek.
Warto dodać, że sama Capitea od miesięcy próbuje podważać wnioski NIK – w oficjalnych pismach zarząd twierdzi, że ustalenia Izby „nie znajdują potwierdzenia w dokumentach” i wysyła do uczestników postępowania układowego odpowiedzi polemiczne wobec raportu Banasia. To tylko pokazuje, jak duża jest stawka, gdy w sądzie pojawia się wniosek o otwarcie układu w oparciu o tę samą materię faktyczną.
Jeszcze bardziej sensacyjna jest druga informacja podawana przez Jana Pińskiego. Dotyczy zapowiedzianego na piątek posiedzenia aresztowego w sprawie Konrada Kąkolewskiego. To nie jest odseparowana historia – to wprost dotyka tego samego człowieka, który złożył wniosek o zmianę układu.
30 lipca 2025 r. Prokuratura Regionalna w Warszawie złożyła do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia wniosek o ponowne zastosowanie tymczasowego aresztu wobec byłego prezesa GetBack’u. Jak opisuje „Puls Biznesu”, wniosek przewiduje miesięczny areszt po to, by spełnić formalny warunek do wystawienia listu gończego – bez decyzji o areszcie list gończy nie może zostać wydany.
Prokuratura tłumaczy swoje działania tym, że Kąkolewski miał nie stawiać się na badania sądowo-psychiatryczne i przebywać za granicą, mimo że – zdaniem biegłych – jego stan zdrowia pozwala na przeprowadzenie badań. Oskarżenie dotyczy m.in. działania na szkodę GetBack’u przez przysporzenie korzyści głównemu akcjonariuszowi, tj. Abris, w latach 2016–2018. W tym samym postępowaniu zarzuty usłyszeli także menedżerowie z funduszu Abris.
W rozmowie z Tomaszem Szwejgiertem Jan Piński odczytuje ten ruch zupełnie inaczej. W jego ocenie mamy do czynienia z klasyczną kontrakcją prokuratury wobec człowieka, który stał się groźny dla układu wokół GetBack’u – bo nie tylko mówi publicznie o kulisach afery, ale też doprowadził do otwarcia postępowania układowego, które może uderzyć w interesy Abris’u.
Piński pokazuje, że z punktu widzenia prokuratorów, których działalność rodzi poważne wątpliwości, popełnili oni „gigantyczny błąd”, zostawiając przy życiu spółkę – bo dopóki dawny GetBack/Capitea istnieje, dopóty może dochodzić zwrotu wyprowadzonych aktywów. Teraz, gdy sąd otworzył układ, a spółka może powiedzieć „pieniądze, wracajcie do mnie”, wniosek o areszt wobec Kąkolewskiego wygląda jak próba uciszenia „konkurencji”, która zagraża finansowym beneficjentom afery.
Ten obraz dobrze pasuje do szerszego kontekstu, który NIK opisała w swoich raportach i wystąpieniach prezesa Banasia: przez lata prokuratura prowadziła śledztwa w sprawie GetBack w sposób selektywny, wnioski o areszt dotyczyły głównie „kozłów ofiarnych”, a nie tych, którzy realnie przejęli majątek, zaś wobec samych kontrolerów NIK, którzy „docisnęli” prokuratorów w tej sprawie, wszczynano postępowania mające ich zniechęcić do działania.
Dlatego piątkowe posiedzenie aresztowe nie jest technicznym epizodem, ale elementem większej układanki: z jednej strony mamy otwierające się postępowanie układowe, które – jeśli potwierdzą je dokumenty – może doprowadzić do realnego rozliczenia afery GetBack i powrotu środków do poszkodowanych; z drugiej – prokuraturę, która zamiast skoncentrować się na roli funduszy i nadzoru, próbuje po raz kolejny wsadzić do aresztu człowieka, który ten układ kwestionuje.
Z perspektywy obywateli, którzy stracili 3,5 mld. zł., stawka jest jasna: albo państwo wreszcie stanie po ich stronie, wykorzystując ustalenia NIK do odzyskania majątku, albo dalej będzie karać tych, którzy próbują to zrobić za nie.
