W ostatnich dniach Prokuratura Regionalna w Białymstoku przedstawiła Marianowi Banasiowi zarzuty, jednocześnie odmawiając ujawnienia ich faktycznego uzasadnienia opinii publicznej. Takie działanie nie jest jedynie jednostkowym przypadkiem. Przeciwnie — nosi wszystkie cechy mechanizmu, który Polacy obserwowali przez lata, gdy prokuraturą kierował Zbigniew Ziobro. To właśnie wtedy instytucja, która w praworządnym państwie powinna stać na straży prawa, została przekształcona w narzędzie politycznej presji i kontroli. W przypadku Mariana Banasia widać dziś te same schematy: zarzuty postawione publicznie, ale bez przedstawienia materiału dowodowego, śledztwa prowadzone latami, selektywne przecieki i unikanie jawności tam, gdzie jawność jest podstawą zaufania obywateli. Chodzi tylko o zasugerowanie: daną osobę dopadła prokuratura, a utajnienie postępowania ma na lata komuś takiemu uniemożliwić obronę.
Symbolicznym przykładem tamtych praktyk jest sprawa prokuratora Jerzego Ziarkiewicza, który setki tomów akt przechowywał przez lata w garażu, zamiast prowadzić je zgodnie z procedurą. Te sprawy nie miały zmierzać ku wyrokowi — one mają trwać (ten proceder wciąż jest stosowany!). Trwać po to, by ich bohaterowie pozostawali w zawieszeniu, w poczuciu zagrożenia, pozbawieni możliwości obrony. Ten model działania, polegający na używaniu postępowań jako narzędzia nacisku, a nie poszukiwania prawdy, wstrząsnął opinią publiczną, ale nigdy nie został systemowo rozliczony. Ziarkiewicza nie dotknęły do dziś żadne realne konsekwencje, a metoda dalej jest stosowana.
Właśnie dlatego sprawa Mariana Banasia nie może być oderwana od szerszego kontekstu. Nie chodzi o to, aby jego sprawę traktować wyjątkowo — chodzi o to, aby w każdej sprawie dotyczącej osoby publicznej, prowadzonej od lat bez finału, zastosować tę samą miarę. Władza państwowa ma obowiązek natychmiast zbadać wszystkie długoletnie postępowania, które trwają trzy, pięć, siedem, a nawet dziesięć lat, nie kończąc się ani aktem oskarżenia, ani umorzeniem. Takie śledztwa, zawieszone pomiędzy niczym a niczym, tworzą idealne pole do nadużyć. Pozwalają na wykorzystanie aparatu państwa jako narzędzia politycznego, a w skrajnych przypadkach — jako instrumentu służb specjalnych dążących do wpływu na decyzje osób publicznych.
Jeśli mają nastąpić realne zmiany, Prokurator Generalny powinien natychmiast nakazać, stworzyć specjalny, duży zespół – wszystkie wieloletnie postępowania wobec sędziów, prokuratorów, parlamentarzystów, samorządowców, ministrów czy dziennikarzy poddać natychmiastowej, transparentnej weryfikacji. Sprawdzić należy nie tylko to, na jakim etapie znajdują się te śledztwa, lecz także to, kto i na czyje polecenie podejmował działania, jakie są formalne powody kolejnych przedłużeń postępowań (czy są prawdziwe?) kto odpowiadał za ich przetrzymywanie oraz czy w tle nie funkcjonowały nieformalne wpływy służb specjalnych lub polityczne zlecenia. Jeśli ujawnią się przesłanki wskazujące na instrumentalne prowadzenie takich spraw obywatele mają prawo wiedzieć o tym wprost, bez ogródek i bez eufemizmów. A ci prokuratorzy i funkcjonariusze, którzy brali w tym udział, powinni zostać pociągnięci do szybkiej i jednoznacznej, najbardziej srogiej odpowiedzialności — dyscyplinarnej, a jeśli zachodzi podstawa, także karnej. Publicznie napiętnowani i skazani na infamię, dla przestrogi dla każdego, kto chciałby budować takie totalitarne państwo.
Struktury państwowe, prokuratura, służby specjalne, nie mogą funkcjonować jako „hakownia”, zarządzana zza kulis przez interesy partyjne lub służbowe. Sprawa Mariana Banasia jest jednym z wielu, klasycznym przypadkiem, na podstawie którego należy postawić publiczne żądanie odejścia od praktyk z czasów Ziobry, przywrócenia prokuraturze niezależności i odbudowy zaufania obywateli do instytucji, która powinna działać w imieniu prawa, a nie w imieniu układu, nazywając rzecz po imieniu, zorganizowanej grupy przestępczej.
W tym miejscu trzeba postawić pytanie, którego wszyscy unikają, choć odpowiedź jest dziś aż nazbyt oczywista: dlaczego Marianowi Banasiowi postawiono zarzuty właśnie teraz, w trybie celowo niejawnych insynuacji, bez ujawnienia uzasadnienia, bez przedstawienia materiału dowodowego, bez możliwości realnej obrony?
Otóż dlatego, że w Polsce są jeszcze sprawy, których nie wyjaśniono, bo ich wyjaśnienie byłoby zbyt bolesne dla tych, którzy tworzyli aparat państwa w czasach Zbigniewa Ziobry. A największą z tych spraw jest GetBack. To właśnie Marian Banaś – jako prezes NIK – był pierwszą i jedyną osobą publiczną, która przeszła przez aferę GetBack do samego dna. To NIK, pod jego kierownictwem, jako jedyna instytucja państwowa zebrała materiał ujawniający:
– nierzetelność KNF,
– rażące zaniedbania nadzorcze,
– brak ustaleń prokuratury,
– brak zabezpieczenia majątku,
– groźby prokuratorów wobec kontrolerów NIK,
– i próbę ochrony interesów osób, które powinny stanąć przed sądem.
To Marian Banaś był tym, który wprost mówił, że dziewięć tysięcy poszkodowanych obligatariuszy zostało pozostawionych samym sobie. To Marian Banaś konsekwentnie wskazywał, że w sprawie GetBack:
– nie ustalono rzeczywistej wartości portfeli,
– nie przesłuchano kluczowych świadków,
– nie zabezpieczono dowodów,
– a sąd zatwierdził układ mimo braku podstaw.
I wreszcie to Marian Banaś konsekwentnie mówił głośno, że afera GetBack to układ, nie przypadek — i że za tym układem stoją środowiska, które przez lata wykorzystywały prokuraturę do ochrony własnych wpływów.
Dziś, kiedy Marian Banaś jest już poza NIK, może mówić o tym jeszcze bardziej wprost. To właśnie jest powód, dla którego ktoś uznał, że trzeba go uciszyć metodą dobrze znaną z czasów „hakowni”: postawić zarzut, nie pokazać dowodów, utrzymać niejawność, wywołać strach, zamrozić temat. Postawienie zarzutów Marianowi Banasiowi nie ma nic wspólnego z troską o prawo. To sygnał.
To próba zastraszenia. To ostrzeżenie wysłane do kogoś, kto wie zbyt dużo o tym, jak państwo było używane do ochrony gigantycznych afer finansowych. Zarzuty postawiono mu dokładnie w tym trybie, który znamy z ostatnich lat aż do bólu: zarzut jako narzędzie nacisku, nie jako element postępowania.
Dokładnie tak działała prokuratura w czasach Ziobry. Dokładnie tak działa dziś ta część prokuratury, która nadal jest w tamtym systemie zakorzeniona. Jeśli jest w Polsce jedna osoba, która może opowiedzieć o GetBack w całości — nie tylko o stronie finansowej, ale także o roli służb, o zaniechaniach KNF, o nieudolności lub intencjonalności prokuratury — to jest to właśnie Marian Banaś. Dlatego trzeba było go uciszyć. Dlatego zarzuty postawiono w formie, która nic nie wyjaśnia, ale wszystko insynuuje.
Zwracamy się do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka ze stanowczym wnioskiem: prokuratura powinna niezwłocznie, natychmiast przystąpić – jako strona – do postępowań układowych i wszystkich innych toczących się postępowań cywilnych związanych ze sprawą GetBack oraz innymi aferami finansowymi, w których interes publiczny został w sposób oczywisty naruszony.
Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że te postępowania były prowadzone w warunkach daleko idących wątpliwości:
- z ingerencją służb,
- z wpływami politycznymi na prokuraturę,
- z rażącymi zaniedbaniami organów nadzoru,
oraz z błędami i zaniechaniami po stronie sądów, które zatwierdzały układy bez pełnej wiedzy o majątku spółki i skali szkody.
Interes publiczny wymaga, aby prokuratura przystąpiła do tych postępowań nie jako obserwator, ale jako aktywna strona — gwarant legalizmu, jawności i rzetelności, by patrzeć na te procesy i postępowania „od wewnątrz”: badać decyzje nadzorców, kwestionować nieprawidłowe rozstrzygnięcia, domagać się pełnej informacji o majątku i wierzytelnościach, oraz natychmiast reagować tam, gdzie istnieje choćby cień podejrzenia, że postępowanie jest prowadzone nie dla prawdy, lecz dla ochrony interesów określonych środowisk.
Takiego działania wymaga nie tylko interes publiczny, ale także prawa tysięcy pokrzywdzonych, którzy od lat czekają na sprawiedliwe rozstrzygnięcia.
Ci obywatele mają prawo oczekiwać, że państwo wreszcie stanie po ich stronie – że nie będą bez końca pozostawieni na łasce zorganizowanej grupy przestępczej, która, jak wskazują materiały NIK, działała w tej sprawie poprzez wpływy w służbach, prokuraturze i sądach.
Prokuratura ma obowiązek zabezpieczyć ich interesy natychmiast. Nie można dłużej udawać, że postępowania, które trwają siedem czy dziesięć lat, same się rozwiążą. Jeżeli państwo nie włączy się w nie systemowo i odpowiedzialnie, to znaczy, że nadal toleruje model, który doprowadził do jednej z największych afer finansowych III RP.
Redakcja raportybanasia.pl
