Marian Banaś skierował pismo do Manfreda Webera, przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, w którym zwraca się nie jako przeciwnik idei europejskiej, lecz jako polityk z kraju, który doświadczył, jak wielką wartością jest współpraca narodów oparta na wzajemnym szacunku, solidarności i odpowiedzialności. Właśnie dlatego z niepokojem obserwuje kierunek, w jakim od lat zmierza Unia Europejska.
Europa powstała jako projekt pokoju i wspólnoty po tragedii wojen i totalitaryzmów XX wieku. Była czymś więcej niż wspólnym rynkiem — była wspólnotą wartości, zakorzenioną w chrześcijańskim rozumieniu godności człowieka, wolności i odpowiedzialności. Dziś coraz wyraźniej widać, że ten fundament ulega erozji. Zamiast wzmacniania wspólnoty wartości obserwujemy dominację technokratycznego podejścia, ideologiczne spory oraz rosnące oderwanie instytucji europejskich od realnych problemów społeczeństw. W tej próżni ideowej narastają dwie skrajności: populizm oraz radykalizm ideologiczny. Jedne siły żerują na strachu i frustracji, drugie forsują rozwiązania kulturowe i gospodarcze sprzeczne z przekonaniami większości obywateli. Efekt jest ten sam — osłabienie zaufania do projektu europejskiego.
Europa nie słabnie dziś przez presję zewnętrzną, lecz przez lata własnych błędów: nadregulację, ideologiczne dyrektywy oraz ignorowanie głosu państw członkowskich. Ten stan rzeczy jest cynicznie wykorzystywany przez nieodpowiedzialnych polityków krajowych, którzy budują swój kapitał na antyunijnej narracji. Nie jest to bunt narodów, lecz konsekwencja braku umiaru i rozsądku w europejskiej polityce.
Szczególna odpowiedzialność spoczywa dziś na Europejskiej Partii Ludowej — formacji, która historycznie była strażnikiem idei, na których zbudowano Unię. Jeżeli EPP nie zaproponuje realnego planu powrotu do fundamentów: wolności, odpowiedzialności, pomocniczości i szacunku dla tożsamości narodowych, integracja europejska zacznie się rozpadać w praktyce.
Podobne ryzyko widać w sferze gospodarczej. Europejski Zielony Ład, a zwłaszcza decyzja o zakazie sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 roku, stał się symbolem oderwania Brukseli od realiów życia obywateli i gospodarki. Bez korekty tego kursu decyzje te będą wzmacniać nieufność wobec Unii, zamiast budować poparcie dla wspólnego projektu.
W ten sam schemat wpisuje się umowa handlowa UE z krajami Mercosur, która – jak pokazują analizy – zwiększy konkurencję w sektorach wołowiny, drobiu, cukru i ryżu, uderzając w europejskie, w tym polskie, rodzinne gospodarstwa rolne i stając się kolejnym symbolem polityki gospodarczej oderwanej od realnych kosztów społecznych.
Europa potrzebuje dziś nie ideologii, lecz rozsądku. Nie radykalizmu, lecz umiarkowania. Nie zarządzania kryzysami, lecz wizji zakorzenionej w wartościach, które przez dekady dawały Europie siłę.
To nie jest atak na Unię Europejską. To ostrzeżenie w obronie jej przyszłości.
